wtorek, 5 marca 2013

NYC

Pierwsze dni samodzielnej pracy idą coraz lepiej. Jazda samochodem 3-pasmówką też ok ;)
Czyli powoli się przyzwyczajam i zaczynam się tutaj czuć coraz lepiej.
Dziewczynki w szkole, zrobiłam co miałam zrobić więc w końcu mam chwilkę aby wstawić kolejne zdjęcia z NYC.
Magiczne miasto które już uwielbiam! :)
I będę tam jak najczęściej się da!









 To taki przedsmak kolejnych, nocnych ujęć ;)

Pozdrawiam,
Sylvia

piątek, 1 marca 2013

Pierwszy tydzień u HF

Ostatnie dni nie wiem kiedy mi minęły. Jestem w rodzinki już tydzień. Wiem że czekacie więc relacja będzie obszerna- dużo czytania :P

A więc jak było. Jak wiadomo początki trudne, bo to obcy ludzie, a nagle zamieszkujesz z nimi, stajesz sie członkiem innej rodziny.
Na szczęście moja rodzinka jest super. Przywitali mnie bardzo ciepło. Non stop pytają czy czegoś nie potrzebuje. Cały czas powtarzają mi, że chcą abym czuła się jak w domu, jak w rodzinie. Chcą aby było mi jak najlepiej. Są bardzo pomocni :)
Dziewczynki przyjęły mnie super. Czekały na mnie, a jak przyjchałam to starsza V. od razu mnie wyprzytulała, a O. chwilkę później- zawstydziła się ;) Ale już się przyzwyczaiły, przytulają mnie, ciągle słyszę, że mnie kochają. Są świetne!
Dostałam od nich jak przyjechałam laurki
W piątek cały dzień obserwowałam obecną au pair co robi i w ogóle. Byłyśmy na pladates w innej au pairki. Wieczorem za to pojechaliśmy całą szóstką (ja, obecna au pair, host rodzinka) na kolację powitalno-pożegnalną. Byliśmy w restauracji Benihana w Short Hills. Głównie serwują tam sushi. A kucharz gotuje przy stole i daje pokaz :) Super sprawa i przepyszne jedzonko! Było miło. I dostałam od V. kolejną kartkę na której jestem ja i ona ;)
Później obecna au apir zabrała mnie na party do K., abym mogła poznać dziewczyny z okolicy.
I tak się składa, że blisko mieszkają 4 dziewczyny i aż 3 z nich są  native speaker! Yeee!
Tylko niestety wszystkie kończą program gdzieś na przełomie kwieceń/lipiec..
Ok, ale wracam do party. Były czerwone kubki, były trunki i było malowanie twarzy-  odwalało nam. Siedziałyśmy dość długo i na noc zostałyśmy. Było zabawnie. 
W sobotę miałyśmy spotkanie z LC. Okazało się, że poprzednia odeszła i mamy nową. Ponoć ta poprzednia była beznadziejna, ale ta nowa wydaje się super! Ma masę pomysłów na kolejne ciekawe comiesięczne spotkania. Myślę, że da się z nią dogadać. 
Później przyjechały do nas do domu dziewczyny (część z paczki z okolicy), miałyśmy wieczór filmowy.

W niedzielę kierunek NYC! <3
Pojechałyśmy sporą grupką au pairek- było nas 6. Najpierw spacerowanie po mieście, zakupy. Potem okazało się, że S. ma zaproszenie na jakieś spotkanie z Panią terapeutką, która robi jakieś badania i zaprasza młodych do swojego apartamentu przy Central Parku na pogaduchy. I tak ni z tąd ni zowąd znalazłyśmy się w apartamencie 80-letniej seks terapeutki :D Ale, ale! Z nami rozmawiała o dzieciństwie, o rodzicach, o rodzeństwie. Siedzieliśmy tam sporą grupą i dyskutowaliśmy dobre 2h. Było dużo młodych osób, które mieszkają w NYC. I już ktoś coś o imprezie przygadywał, numery poszły w ruch ;)
A Pani terapeutka- przesympatyczna kobieta z klasą. Na koniec nas wyprzytulała i zaprosiła na następny raz, spisała maile i ma dać znać. Jak się okazało Pani ta jest bardzo znana w swoich kręgach i jak sama mówiła bardzooo droga jest terapa u niej. Nazywa się Dagmar O'Connor.
Jak tylko będę dała radę na pewno wybiorę się do niej na kolejne spotkanie jak już wyznaczy jakąś datę :)
Po "terapii" była wycieczka na Brooklyn do afrykańskiej restauracji. Troszkę miałyśmy przesiadek jeśli chodzi o metro.. ja jak na razie nie ogarniam. Dzień bardzo miły i zaliczam do udanych.

W poniedziałek zaczęłam pracę, obecna au pair miała mi pomogać. W tym dniu raczej za wiele się nie działo, raczej było "codziennie". Dziewczynki miały zajęcia gimnastyczne i późno skończyłyśmy. 

Wtorek też pracowicie, ale w ciągu dnia wybrałyśmy sie do sklepu wszytsko za 1$. Kupiłam troszkę drobiazgów, pudełka na pierdółki- aby jakoś umilić mój pokój. Troszkę kosmetyków.
I kupiłam też w końcu Reese's i cholera ale to dobre jest! Oj niedobrze, bardzo niedobrze... :P
Środa była totalnie crazy. Obecna au pair wyjeżdżała, więc zjechały się do nas au pair'ki aby spędzić z nią ostatnie godziny. Oczywiście przyjechały z dziećmi więc pokaźna gromadka szalała. Pakowanie było do ostatniej chwili (bo 10kg nadbagażu mogło nie przejść xD ).
I tak od środy po południu jestem już sama i zaczynam ogarniać wszystko co i jak.
Z jazdą nie mam problemu, jedynie mam niewielkie obawy jak jadę 3-pasmówką, ale to kwestia przyzwyczajenia, auto też muszę wyczuć jak "pracuje" aby swobodnie się czuć.

Tak w ogóle to ja nie mam ze sobą komputera, więc w mailach pisałam, czy będę miała możliwość skorzystać z ich laptopa jak przyjadę. Napisali, że nie ma problemu. I tak też było, ale wieczorami komputer raczej był zajęty, więc host zaczął kombinować aby coś wymyślić.
I tak znalazł starego laptopa z zepsutym monitorem. Hostka przyniosła z pracy monitor.
I podłączyli mi to. Ale jakby tego było mało, to dla mojej wygody host zamówił dla mnie nową klawiaturę i myszkę, abym nie musiała się męczyć pisząc na laptopie, a patrząc w monitor który jest podłączony. Na prawdę robią wiele, abym dobrze się czuła, więc mam teraz komputer u siebie w pokoju, mój własny prywatny ;)  
Tak w ogóle mam mówić co lubię, a będą mi to kupować.

Tak więc moje wrażenia mega pozytywne jeśli chodzi o moją host rodzinkę. I oby tak pozostało.
Jedynie co to strasznie tęsknię za moim psiakiem. A jeszcze jak mi siostra menda wysłała jego zdjęcia jak śpi na mojej poduszcze to się poryczałam.. to jest trudne, ale na szczęście jak coś robię nie mam czasu na myślenie. Eh.. :)

Pozdrawiam,
Sylvia 

niedziela, 24 lutego 2013

First days in USA

Na poczatku przepraszam za dluga przerwe, ale jak sie domyslacie duuuuzo sie dzieje.
Duzo pozytywnego, duzo nowego. I brak czasu. Obecna au pair chce mi jak najwiecej pokazac (za co jestem jej bardzo wdzieczna) wiec caly czas jestesmy w ruchu, gdzies jedziemy, cos robimy :)
Ok, ale wracam do dnia wylotu.
Pierwszy w zyciu lot zaliczam do bardzo udanych. Bylo spokojnie, przesiadka poszla bez problemu, moja walizka wazyla 20,5 kg. Na podreczna tylko zerkneli. Duzej torby mi nie zgubili, lot zlecial bardzo szybko.
Lot Krakow- Monachium
A tu juz w samolocie do NY
Jedzenie bylo bardzo dobre.
I juz widac Ameryke! ;)
 Ocean
 Tym samolotem lecialam
Jak wiecie, badz nie- musialam z lotniska JFK sama dostac sie do hotelu. Kazda au pair z agencji InterExchange dostaje jedynie instrukcje co i jak. Zamawia sie na lotnisku Super Shuttle Bus.
Ja jak mialam rezerwacje w rece czekalam jakies 20 minut. Koszt to okolo 18$ + napiwek, czyli zaplacilam 20$.
A hotel na prawde super! Lokalizacja genialna a i warunki dobre. W pokoju bylam z dziewczyna z Meksyku.
Pokoj
 Hotel z zewnatrz
 New Yorker
8th Ave, 34th St
Ale najbardziej zaniemowilam jak zobaczylam widok z okna.
Wgapialam sie w okno kiedy tylko moglam :)
Na szkoleniu byo 21 osob, w tym jeden chlopak z Holandii. Oprocz mnie byly jeszcze 2 dziewczyny z Polski, 2 z Meksyku, 3 z Hiszpanii, 2 z Niemiec, 2 z poludniowej Afryki, oraz 1 z Nowej Zelandii, z Brazyli, z Szwecji, z Belgi, Armeni, Rosji, Japoni, Kolumbii.
Szkolenie rzeczywiscie meczace, czasami nudne, ale do przezycia. Mimo wszystko dowiedzialam sie tez kilka istotnych rzeczy. Zajecia trwaly od 8.30 do okolo 16, z godzinna przerwa na lunch o 11.30.
Wieczory nalezaly do nas, wiec zwiedzalysmy ile sie da. Ponadto i tak kolacja byla we wlasnym zakresie- reszta posilkow byla zapewniona.
We wtorek byla wycieczka po Nowym Yorku, koszt 30$. Poszlam pomimo, iz mieszkam blisko miasta, ale dzieki temu mialam okazje co nieco poznac, zobaczyc co warto zwiedzic, jak sie poruszac po miescie :) Dobra sprawa.

We czwartek po poludniu Host odebral mnie z hotelu.
Ale to juz historia na nastepna notke ;)
Powiem tylko tyle, ze jestem zadowolona, rodzina super, dziewczynki sa swietne- caly czas mnie przytulaja. 

P.S. Przepraszam za brak polskich znakow..

Pozdrawiam z New Jersey,
Sylvia

niedziela, 17 lutego 2013

Pakowanie

Tak, to już jutro.
Pobudka około 3 nad ranem.

W końcu jestem spakowana. Dzisiaj dopiełam wszystko jak trzeba.
Główny bagaż 21 kg, a podręczny 8 kg. Oby moja waga się nie myliła bo jest idealnie :)
Zapakowałam wszystko co chciałam.
Myślałam, że będę relacjonować co pakuje, jak się do tego zabieram, ale to jest bardzo indywidualna sprawa jak się okazało. Ja po prostu we czwartek przejrzałam szafę i odłożyłam rzeczy które zabieram.
Od razu był podział na rzeczy do dużej walizki i do torby podręcznej. Bo jak wiadomo trzeba mieć na te kilka dni ubrania w podręcznym bo różnie to bywa. A ponadto na szkoleniu walizka jest zabierana gdzieś do przechowalni a tym samym nie mamy do niej dostępu.
Ubrania brałam tylko takie na prawdę potrzebne, w większości wygodne. Wiele osób to podkreślało, aby mieć przede wszystkim ubrania 'do pracy' :)
Pakowałam sie wg zasady "niezbędne minimum". W większości zabieram ubrania na kończącą się zimę i nadchodzącą wiosnę. Na lato mam mało rzeczy, ale tam na miejscu już sobie 'coś' kupię.

Tak mniej więcej co wzięłam:
Obuwie: botki, sportowe buty i baleriny.
Ubrania wierzchnie: kurtka letnia, marynarka, kamizelka
Ubrania: kilka sukienek na różne pory roku ( 3 z krótkim rękawkiem, 2 z rękawkiem do łokcia, 2 dzianinowe z długim rękawem), kilka podkoszulek, 5 par spodni, 3 pary legginso-spodni, 2 pary legginsów, 4 swetry, 2 sweterki, 1 bluza, 1 spodenki, 2 spódnice, torebka i osobiste rzeczy.
A na sobie będę mieć jeszcze: kurtkę zimową, polar, bluzkę z długim, spodnie, emu.
Reczników ani suszarki nie biorę, gdyż to będzie w hotelu, a później rodzinka mi udostępni te rzeczy.
Do tego oczywiście kosmetyki, dokumenty, telefon, aparat, książki (przewodnik, rozmówki, słownik), leki, biżuteria.

Ja bawiłam się w przelewanie moich ulubionych kosmetyków.
Więcej nie biorę, nawet obecna au pair mówiła mi, abym nie brała bo tam jest mega tanio i pokaże mi gdzie najlepiej iść na zakupy ;)
 Mój niezbędnik: krem, podkład, tonik, płyn do demakijażu, woda termalna, balsam do ust
cd. leki, pasta do zębów i inne drobiazgi
 Ten krem do rąk dostałam za darmo, gdyż była akcja na FB.
Troszkę ulubionej biżuterii
I niezbędna rzecz- przejściówka, adapter, czy jak kto woli.
Na Allegro jest ich cała masa i za przystępną cenę.
________________________________________________________________________

W ostatnim wpisie zapomniałam o najważniejszej rzeczy, którą muszę zrobić
będąc w US, czyli iść na koncert Bruno Marsa!
A już niedługo zaczyna nową trasę koncertową i NYC jest na liście :)
Jeszcze nie ma dat, ale będę czatować i choćbym nie wiem ile miała dać za bilet pójdę!
____________________________________________________________________________

Życzcie mi powodzenia, jutro mój pierwszy w życiu lot, na dodatek dzisiaj mam totalny mętlik w głowie, moje samopoczucie waha się od ogromnej euforii po chęć rezygnacji.
Tak, sama tego chciałam, spełniam moje marzenie, ale będę cholernie tęsknić za tym małym szkrabem  ♥ 

Mam cholerne wyrzuty sumienia, że go zostawiam..


Ok, wiem DAM RADĘ!

Pozdrawiam,
Sylwia

P.S. Następny wpis zza oceanu :)

piątek, 15 lutego 2013

To do list!

 
Dzisiaj krótko i na temat, gdyż mam coraz mniej czasu, a coraz więcej do ogarnięcia ;)

Lista rzeczy do zrobienia/zobaczenia tam za wielką wodą.
Taka namiastka moich planów i marzeń do zrealizowania.


Może uda się zrealizować większą część. Bo jak mówią warto marzyć, bo czasami zdarza się tak, że nasze marzenia się spełniają. Już samo to, że zobaczę NYC jest jak sen. Jeszcze rok temu nie myślałam, że to realne :)

Pozdrawiam,
Sylvia